Długa – jakże ciekawa droga – prowadząca z podkrakowskiej Alwernii na plany filmowe i sceny teatralne. Andrzej, młodszy brat znakomitego reżysera, Mikołaja Grabowskiego, przeszedł tę długą drogę w unikatowym stylu. Najpierw był czas na teatr – Teatr im. Słowackiego w Krakowie (jest w tym zespole do dzisiaj), ale i eksperymenty ze sztukami Bogusława Schaeffera („Kwartet” i „Scenariusz dla trzech aktorów” od dekad nie schodzą z afisza). Rzadsze role filmowe i telewizyjne. Status aktora ważnego, lubianego, ale niewybijającego się zanadto spośród rzeszy innych: ważnych, lubianych, szanowanych.
I naraz szalona, nieporównywalna z niczym innym popularność sitcomu „Świat według Kiepskich”, trwająca latami, a wraz z nią – to już cud prawdziwy – łamiące wizerunek Ferdka Kiepskiego kreacje w „Bożej podszewce” Cywińskiej czy w „Pitbullu” Patryka Vegi.
Andrzej Grabowski – widać to zwłaszcza z perspektywy czasu – rozegrał swoją popularność najlepiej jak się dało. Urozmaicone role, występy estradowe, a nawet profesja jurora w „Tańcu z gwiazdami”. Jest dzisiaj jednym z tych, bardzo niewielu przecież nazwisk, które zna każdy kinoman i teatroman w Polsce. Zarówno seniorzy, jak i pokolenie „Z”. Znają i lubią. Bo Grabowskiego trudno nie lubić: nieegzaltowany, spokojny, inteligentny, z poczuciem humoru. Świetny aktor, świetny człowiek.
16 marca – dzień po urodzinach Andrzeja Grabowskiego – przekonamy się o tym w Sopocie.